Copyright 2022. HISTORYPOŻ&MUZEOPOŻ. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

 

Redakcja Historypoż poszukuje informacji na temat zakładowej straży pożarnej nieistniejącej już Elektrowni I w Jaworznie na Górnym Śląsku.

pożarów jak i próby alarmów ujemnie wpływał na szybki wyjazd. (…). Aby położyć temu kres zarząd straży w 1903 r. zdecydował o nabyciu i utrzymaniu dwóch par koni (…). Niestety zbyt duże koszty związane z utrzymaniem własnych koni (…) zmusiły do zaniechania tego”.

 

Powyższy cytat odnosi się do historii straży ogniowej z Mławy opisanej w jubileuszowej jednodniówce z okazji 50 lecia istnienia jednostki (1881-1931). Stanowi umotywowanie realiów z jakimi musiały borykać się wiejskie i małomiasteczkowe straże ogniowe minionych wieków. W monografii mińskomazowieckiej straży pożarnej w rozdziale poświęconym obowiązkom ludności w razie pożaru również przeczytamy o sposobach zdobywania koni:  „W razie wszczęcia alarmu każdy mieszkaniec wsi lub miasta, posiadający konie, będąc wezwany przez wójta, sołtysa, policję lub kierownika oddziału straży pożarnej obowiązany jest dostarczyć konie z uprzężą i obsługą, a w razie potrzeby i z wozem na miejsce wskazane. Konie mogą być użyte do przewiezienia strażaków, sikawek, beczek i innych narzędzi pożarnych, oraz do wożenia wody na miejsce pożaru”. [1] 

 

Problemy z taborem konnym miały również zamożniejsze straże. Przypomnę tu chociażby epizod z początku lat 20. z udziałem kieleckiej straży. Niespodziewany sygnał alarmu pożarowego zmusił pewnego razu strażaków do zabrania  koni siłą z pobliskiego jarmarku. Kupcy i chłopi byli tym faktem oburzeni i doszło do przepychanek. Straż tłumaczyła się później  tym, że w momencie alarmu wszystkie konie ruszyły z taborem do dwóch innych zarzewi, a ludność od których te konie zabrano tym, że są jedynym z najważniejszych inwentarzy, który utrzymuje ich całe rodziny w handlu i na roli. Spór pomiędzy mieszkańcami, a strażakami nie tylko w tym przypadku, ale w różnych innych miejscowościach także dotyczył przede wszystkim jasno ustalonych warunków finansowania korzystania z prywatnych koni, albo braku tego finansowania. Urzędnicy oraz strażacy byli zgodni co do tego, że nie jest w porządku kiedy wykorzystuje się konie z okolicznych gospodarstw nic za nie płacąc. Najlepszym dla tego rozwiązaniem było postulować o zakup koni wyłącznie przeznaczonych do transportowania sikawek, beczkowozów i pozostałego taboru strażackiego, ale na to także potrzeba było sporych pieniędzy, których w całości niestety nie mogły pochodzić od dotacji Związku Floriańskiego czy później Głównego Związku Straży Pożarnych. 

 

Nie tylko brak pieniędzy 

 

Sprawa finansowania inwentarza konnego i ubezpieczenia go na ziemiach polskich XIX i XX wieku była sprawą ważną i zarazem trudną przede wszystkim dla urzędników sprawujących nadzór nad strażami w gminie i instytucjach ubezpieczeniowych. Przykład stanowi m.in. Statut Krajowej Kasy Ubezpieczenia Koni podczas służby pożarnej w Poznaniu z 24 marca 1927 r.  Obszarem działalności ww. kasy było ówczesne województwo poznańskie. Celem zaś było uzyskać przez ubezpieczonych od wypadków strażaków odszkodowanie za konie, które ucierpiały podczas służby strażackiej podczas wykonywania czynności pożarniczych w tym wyjazdów do akcji i powrotów do remiz  oraz kursów i ćwiczeń w ramach prewencji ratowniczo-gaśniczej, w których były wykorzystywane konie będące w zaprzęgu. Zapisy statutu nie były jednak w pełni akceptowane przez zarządy straży pożarnych, ponieważ nie obejmowały w pełni problematyki zagadnienia tzw. czynnej służby zwierząt  i zdefiniowania czym jest owa czynna służba i jak długo trwa?  Odszkodowania nie były wypłacane np. w chwili nagłego padnięcia zwierzęcia lub jego choroby, kiedy zwierzę to akurat przebywało w stajniach remiz. Niesprawiedliwe rozumienie tego czym jest służba pożarna i jakie warunki obciążenia i stresu towarzyszą podczas takich akcji i ćwiczeń powodowało, że w wielu regionach kraju strażacy nie ubezpieczali koni zważywszy, że w większość zapisów statutowych i regulaminowych tych i innych instytucji publicznych była do siebie zbliżona. Instytucje zobowiązywały strażaków do sprowadzenia własnych rzeczoznawców, którzy dokonaliby oceny poniesionych strat. Tym samym na bardzo ubogich i dalekich od cywilizacji wsiach nie sposób było kogoś takiego znaleźć i jeszcze opłacić. Wobec powyższego instytucje finansowe zazwyczaj same  ustalały o wypłatach odszkodowań wysyłając swojego rzeczoznawcę, który na wypadek sporu był zobowiązany wyznaczyć także rozjemcę opłaconego po połowie. Powodów, dla których nie decydowano się na pokrycie składek ubezpieczeniowych było zapewne znacznie więcej. Problem ten dotykał także chociażby kwestii sprawowania opieki weterynaryjnej. 

 

Z punktu widzenia strażackiego problem finansowania, opieki i ubezpieczenia koni pożarniczych był kwestią sporną, ale wartą podejmowania dalszych dyskusji i zmian w legislacji. Na łamach czasopism pożarniczych publikowano teksty, które poruszały te zagadnienia, ale też kreśliły rolę i zadania, jakie zwierzę to powinno wypełnić.  W jednej ze swoich publikacji Tuliszkowski opisał rolę i zadania konia w Warszawskiej Straży Ogniowej. Pisał, że są niesłusznie wykorzystywane do wielu czynności, które nie mają nic wspólnego z działaniami oddziałów pożarniczych. Zaprzęgane są m.in. do przewożenia rekwizytów teatralnych galopując po warszawskich brukach tam i z powrotem. Wspomniał także: Były nawet urządzane parokrotne wyścigi rowerzysty z konnym strażakiem i dały wyniki dla roweru niekorzystne. [2] Konie strażackie prócz tego są obciążone różnego rodzaju serwitutam i, a więc wożeniem więźniów, prostytutek itp., w bardzo. ciężkich wehikułach, co odbywa się nieraz po parę razy dziennie. [3]

 

O jakiego zatem konia strażackiego im chodziło?

 

„(…) Koń strażacki musi przedstawiać specjalny typ odpowiedni do swego zadania. Nie może w pierwszym rzędzie być zapasiony, wydelikacony, nie może być słabej budowy, nie może być za młody i nie może mieć żadnych wad organicznych, a w szczególności wad płuc lub serca. Koń nieodpowiadający powyższym warunkom do straży się nie nadaje, bo nie wytrzyma zbyt szybkiej jazdy, w drodze ze zmęczenia stanie lub nawet padnie przy większym wysiłku. Jakiż zatem być winien koń strażacki? (…) łeb konia strażackiego winien być suchy, niezbyt mały z wydatnemi chrapami a przede wszystkim z jasnym zupełnie czystym i zdrowym okiem. (…) Pierś koń strażacki winien mieć wydatną (…)”.[4] 

 

Nie było lepszych wierzchowców 

 

Pisał J. Tuliszkowski z myślą o Warszawskiej Straży Ogniowej. Stanowiły swoisty wyjątek. Na przełomie XIX i XX wieku podzielono je  na tzw. podziałowe, rezerwowe, robocze, sztabowe i wierzchowe. Zagranicą do wywiadu straż ogniowa pędziła na motorach, a w Warszawie w 1917 jeszcze wierzchem  - pisał z dobrymi i krytycznymi tego uwagami. 

 

Przypisy i literatura: 

 

[1] Cytat za: Pięćdziesiąt lat w służbie dla społeczeństwa: monografia jubileuszowa Mińsko-Mazowieckiej Straży Pożarnej Ochotniczej. Mińsk Mazowiecki 1931 r. s. 73.

[2] Cytat za J. Tuliszkowski „Konie warszawskiej Straży Ogniowej” , nakł. Przeglądu Pożarniczego, Warszawa 1917 r. s. 5, 7. 

[3] Tamże. 

[4] Cytat za: Przegląd Pożarniczy nr 2 z 2 lutego 1923 r. s. 1. 

[5] Jubileusz 50 - lecia Ochotniczej Straży Pożarnej w Mławie – jednodniówka 1881-1931, wyd. nakładem własnym, Mława 1934 r. 

[6] Tygodnik Ilustrowany z 1891 r. 

[7] Statut Krajowej Kasy Ubezpieczenia Koni podczas służby pożarnej w Poznaniu z 24 marca 1927 r.   

 

PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

28 stycznia 2023
To trzeci post blogowy z cyklu  true crime, który treścią nawiązuje do zajawek: „Strażak morduje wystrzałem z rewolweru” i „Strażak
26 stycznia 2023
Na archiwalnej fotografii - żołnierze z reprezentacyjnego pododdziału  kawalerii WP obsługujący pompę strażacką podczas ćwiczeń z ochrony przeciwpożarowej. Autor dokumentu:
24 stycznia 2023
— Wzywamy wszystkich do zabezpieczenia przed pożarami obiektów gospodarczych, a zapomnieliśmy o swojej strażnicy.  Rysunek humorystyczny aut. B. Wichrowskiego opublikowany

HISTORYPOŻ & MUZEOPOŻ

HISTORYPOŻ & MUZEOPOŻ

Koń na wagę złota

Ten myślę dosyć zabawny dziś tytuł na przedstawienie Czytelnikom kolejnej historii z  ochrony przeciwpożarowej i polskiego strażactwa był niegdyś pretekstem do wielu wypowiedzi, a nawet dyskusji publikowanych dawno temu na łamach Przeglądu Pożarniczego i Strażaka, który bez wątpienia odnosił się oczywiście do rodowodu strażackiego konia. Zdanie: „Koń na wagę złota – ubezpieczyć konia” było hasłem inż. Józefa Tuliszkowskiego jednego z kilku naszych pionierów pożarnictwa. Jemu jak i innym, którzy wówczas budowali struktury polskiego strażactwa chodziło o podkreślenie  roli koni będących na usługach straży pożarnych. 

 

Danuta Janakiewicz-Oleksy

Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach 

Artykuł zo