Copyright 2021. HISTORYPOŻ&MUZEOPOŻ. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

 

PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

22 stycznia 2022
Zajawka Poż podaje do wiadomości swoim czytelnikom. W 1926 roku na terenie koszar Warszawskiej Straży Ogniowej wybudowano stację benzynową, ponieważ
20 stycznia 2022
Czy wiesz, że … ? Ten polski inżynier i powstaniec styczniowy, którego życiorys bogato opisany jest na wielu stronach internetowych
18 stycznia 2022
  W tej historii nadal jest  wiele pytań niż sensownych odpowiedzi, dlatego też wydarzenie to oparte jest głównie o teorie spiskowe.

W 1932 roku w Polsce odbyły się pierwsze oficjalne „Dni Morza”. Jako, że od samego początku były to uroczystości o charakterze państwowym, nie mogło w nich zabraknąć również delegacji straży pożarnych zgłaszanych z całego kraju przez Główny Zarząd Związku Straży Pożarnych. W 1934 roku m. in. Miejska Zawodowa Straż Pożarna z Krakowa została wytypowana do reprezentacji w kilkudniowych obchodach wspomnianego święta w Gdyni.  

 

Danuta Janakiewicz-Oleksy

Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach

Artykuł został opublikowany w Przeglądzie Pożarniczym nr 9/2019 pt.: „Strażacka Tuta”

 

Butelka szampana umocowana na strażackiej linie kilkakrotnie niezdarnie uderzała o burtę jachtu. Mocne szkło nie chciało dać za wygraną. Matka chrzestna pani posłowa Michalina Dąbrowska kurczowo trzymała bukiet kwiatów, który z gracją wręczył jej naczelnik krakowskich strażaków. Zdarzyło się też, ze  kilkakrotnie wstrzymywała oddech, a jej rumieńce kryły się za wielkim czarnym kapeluszem. Ówczesny prezydent miasta Krakowa dr Mieczysław Kaplicki, poproszony na ojca chrzestnego  starał się zachować dystans i poczucie humoru do zaistniałej sytuacji, a ks. Józef Niemczyński z parafii św. Józefa na Podgórzu nieśmiało co chwila zerkał w stronę stojących na baczność pożarników. W głowach wszystkich zebranych pojawiła się jedyna słuszna myśl co do tego, iż ta przedłużająca się ceremonia chrztu będzie nieważna jeżeli wino szampańskie natychmiast nie rozleje się o dziób żaglowca. Poirytowany naczelnik straży inż. Mieczysław Hugo Rakisz wezwał do siebie jednego ze swoich podwładnych i stanowczo rzekł:

 

- Wyjmij ze swojej pochwy toporek i rozbij tę butelkę! Pora już nadać jej imię i zwodować. Czasu mamy mało.

 

Topornik nie wahając się długo wykonał polecenie. Szkło pękło i po chwili można było już wypowiedzieć  tak długo wyczekiwane zdanie według polskiej tradycji: „Płyń po morzach i oceanach, sław imię polskiego stoczniowca i marynarza, przynoś chwałę Rzeczypospolitej Polskiej. Nadaję ci imię…”

 

Tuta

 

Tuta była dużych rozmiarów  czterowiosłowym jachtem posiadającym dwa żagle i maszt, który od podstaw z drewna zbudowali  krakowscy strażacy w celu przepłynięcia nim z Wisły do Gdyni i  tym samym uczczenia „Święta Morza”, zaplanowanego na 29 czerwca 1934 roku. W dniu 28 maja tegoż samego roku w przystani wodnej na rzece Wiśle, przy policji koło Mostu Dębnickiego  odbyło się uroczyste poświecenie strażackiej jednostki pływającej. Tego dnia nie odbyło się od spisania aktu poświecenia i  licznych przemówień  m. in. prezydenta miasta, naczelnika straży pożarnej oraz przedstawiciela Ligi Morskiej i Kolonialnej z oddziału krakowskiego. Wszyscy prelegenci zgodnie podkreślali rolę morza w sprawach narodowych Polski.  Warto przy tym zaznaczyć, że  Polska odzyskała dostęp do morza dopiero na mocy traktatu wersalskiego z 28 czerwca 1919 roku. Był to pas wybrzeża o długości 140 kilometrów, który wiązał się z nadzieją wolności gospodarczej, politycznej i szerszego spojrzenia na świat zachodni. Zatem symboliczne zaślubiny Polski z Bałtykiem, które odbyły się w Pucku następnego  roku zapoczątkowały narodowe zrywy utrzymania dostępu do morza. Nie były to jedynie czynniki podyktowane korzyściami gospodarczymi i politycznymi, ale kulturotwórcze i społeczne chęci zachowania języka, wiary, tradycji i obyczajów. Dwudziestolecie międzywojenne było okresem wielu wrogości narodowych, które swoje apogeum osiągnęły napaścią Niemiec i Związku Radzieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku. Zbudowanie Tuty przez krakowskich strażaków stanowiło więc  swoiste wyzwanie, które łączyło się z ich patriotyzmem i współpracą w budowaniu bezpiecznego i stabilnego państwa polskiego. 28 maja pamiętnego roku po kilku miesiącach budowy ujęli Tutę w swoje krzepkie dłonie by ją móc wreszcie  zwodować. Kiedy już po chwili kołysała się na falach Wisły, musieli poczuć ulgę i satysfakcję. 12 osobowa załoga pod dowództwem naczelnika straży inż. Rakisza i st. ogniomistrza  Dury niewątpliwie czuła się wyróżniona wyznaczając swój rejs na dzień 2 czerwca.  Zabierając ze sobą odzież, prowiant i namioty powzięli niełatwą decyzję sterowania wiosłami żaglowca.

 

Inspiratorzy

 

Tuta nie była ich jedyną jednostką pływającą, ponieważ na wyposażeniu straży w tym okresie była również łódź motorowa, którą w czerwcu również 1934 roku popłynęli w rejon Sandomierza by wesprzeć tamtejszą akcję przeciwpowodziową. Do ratowników wodnych należeli m. in. bracia Józef i Władysław Czernieccy. W strukturach strażackich największą jednak rolę odgrywali wówczas Mieczysław Rakisz i Józef Dura. Rakisz był absolwentem Wydziału Inżynierii Lądowej Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. W 1918 roku w stopniu podporucznika walczył w obronie kresowego miasta. Do Miejskiej Zawodowej Straży Pożarnej w Krakowie przyjęty został w czerwcu 1931 roku na stanowisko ogniomistrza, a od marca 1934 naczelnika. Po II wojnie światowej otrzymał propozycję zorganizowania zawodowej straży pożarnej we Wrocławiu. Rakisz inspirując strażaków do samodzielnej budowy żaglowca na studiach może nie nabył wiedzy szkutniczej, ale na pewno doskonale orientował się w konstrukcji i technologii inżynieryjnej budownictwa lądowego. Przy budowie Tuty pomagali członkowie Ligi Morskiej i Kolonialnej z oddziałem w Krakowie. W latach 30. ubiegłego wieku stanowili bardzo silne stowarzyszenie, które m. in. dążyło do budowy okrętu wojennego, którego chciano nazwać „Kraków”. Przez wszystkie lata swojej działalności kierowali się hasłem; „Każdy okręg Ligi Morskiej i Kolonialnej buduje własny ścigacz”. Józef Dura, który był rodowitym krakowianinem posiadał szerokie kontakty w strukturach wielu społecznych stowarzyszeń, zatem wszystkie aspiracje i dążenia obywatelskie opierały się również o struktury strażackie. „Nie jest możliwe obudzenie innych, jeśli samemu nadal się śpi” i to jest oczywista zasada każdej ludzkiej inspiracji, którą mogą wyznawać ci wszyscy, którzy chcą w życiu coś osiągnąć. Józef Dura również mógł być podobnego zdania.  Był absolwentem szkoły handlowej, ale swoje życie zawodowe związał z krakowską strażą pożarną idąc w ślad za swoim ojcem. W czasie II wojny światowej działał w strażackim ruchu oporu „Skała”. Dzięki swoim staraniom wielu podkarpackich strażaków uniknęło wywiezienia na roboty do Rzeszy. Po wojnie trafił do Szczecina, gdzie pełnił funkcję komendanta.Współcześnie na horyzoncie rzeki Wisły nie zobaczymy już pływającej Tuty. Te czasy już minęły, aczkolwiek na szczęście pozostały zdjęcia i cały w tym wszystkim dowód istnienia.

 

Literatura:

 

[1] J. Moniczewski, L. Buczak „A tu się pali jak cholera” – Szkice dziejów krakowskiej straży pożarnej, wyd. Komenda Miejska PSP w Krakowie, Kraków 2010, s. 78-79, 284-285.

[2] Ilustrowany Kurier Codzienny, nr 147 z 29 maja 1934 r., s. 5.

 

23 grudnia 2021

Tuta

Blog o historii ochrony przeciwpożarowej, s​​​​​​przętu gaśniczego i działalności straży