Copyright 2021. HISTORYPOŻ&MUZEOPOŻ. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

 

 

Stop wykluczeniu kulturowemu, stop fobii społecznej, czyli hasła zakazu które posłużą  dzisiaj refleksji na temat pojęcia kultury, jej popularyzacji oraz tzw. konsumpcjonizmu przez osoby z niepełnosprawnościami.

 

Redakcja Historypoż postanowiła zgłębić ten temat z dwóch powodów. Po pierwsze reprezentuje instytucję kultury jaką jest muzeum, a po drugie zmusza ją do tego rzeczywistość. Wszystko to co istnieje i otacza nas jako społeczeństwo jest już inne, a naszą świadomością rządzi dzisiaj dwudziestopierwszowieczna pandemia – wirus, z którym nie wszyscy z nas potrafią sobie poradzić. Ten stan rzeczy sprawił, iż w naszym języku polskim pojawiło się słowo lockdown, czyli blokada, zakaz wyjścia. Coraz częściej budujemy zdania, które służą w naszej wypowiedzi, by wyrazić swoje obawy, że czegoś nie potrafimy, nie możemy zrealizować. Informujemy siebie nawzajem o ograniczeniach, które to wpływają także na nasze relacje międzyludzkie, słowną komunikację i wycofanie się z życia społecznego i kulturowego. Jeżeli w dalszym ciągu będziemy bierni na te zjawiska, zachorujemy na fobię społeczną. Nie wykonamy podstawowych czynności – nie pójdziemy do pracy, szkoły, sklepu, tłumacząc, że odczuwamy lęk i stres. Nasze komfortowe warunki tzw. pracy zdalnej może i przyniosą korzyści naszemu pracodawcy, ale z drugiej strony ograniczą nasze możliwości swobodnego poruszania się i myślenia, które to myślenie również deformuje się na skutek wszechobecnej informatyzacji. Nadmiar informacji z nieograniczonych nośników elektronicznych i informatycznych prowadzi koniec końców do dezinformacji. Wykluczenie nas z życia kulturowego oraz pozwolenie na zaaplikowanie zaburzenia fobicznego spowoduje, iż z każdym dniem narastać będą w nas nieporozumienia, konflikty, pretensje, apatia i uprzedzenia. 

 

Czytelników Historypoż zapraszam do przeczytania zapisu z rozmowy z Panią Krystyną Cuber, radną powiatu bieruńsko-lędzińskiego, przedstawicielką Sejmiku Osób Niepełnosprawnych Województwa Śląskiego i wiceprzewodniczącą Rady Działalności Pożytku Publicznego Województwa Śląskiego. 

 

Red. Historypoż: Pani Krystyno, cieszę się, że zgodziła się Pani na ten wywiad. Porozmawiajmy o instytucjach kultury w epidemii i osobach niepełnosprawnych. Proszę mi odpowiedzieć, jaka jest lub na czym polega różnica pomiędzy zdrowym społeczeństwem a chorym? A może niezręcznością jest w obecnej sytuacji dyskutować na temat różnic w stosunku do kondycji zdrowotnej naszego społeczeństwa? 

 

Krystyna Cuber: Tak, ten czas epidemii wiele rzeczy skomplikował. Instytucje kultury najłatwiej było „wyłączyć”, bo, nie ukrywajmy, nie jest to pierwsza potrzeba w ciężkich czasach. I osoby zdrowe, i te z niepełnosprawnościami na początku pandemii, gdy tak mało jeszcze wiedzieliśmy, jednakowo bały się o swoje zdrowie. Z domu wychodziło się tylko z konieczności. Nikt wtedy nie myślał o teatrze czy muzeum. Błogosławieństwem okazała się telewizja i Internet. Coraz częściej spotykaliśmy się online. Dotyczyło to pracy, edukacji, a nawet kościoła. Ale także kultury, bo można było oglądać nie tylko filmy, ale spektakle teatralne, słuchać koncertów, a nawet wirtualnie zwiedzać muzea. Wszystko, siedząc we własnym fotelu. To zachwycało, ale tylko do czasu. Szybko zaczęło brakować kontaktów osobistych, odczuwało się niedogodności związane z izolacją, a do tego dochodziły obawy, nawet pewien lęk przed tą nową sytuacją. Uważam, że dotyczyło to wszystkich, bez względu na kondycję zdrowotną.

 

Red. Historypoż: Koronawirus spowodował zamknięcie na pewien czas instytucji kultury typu kina, teatry, muzea. Brak dostępu do kultury popularnej lub wysokiej miał wpływ na rozwój osobisty osób niepełnosprawnych? Jeśli tak, to proszę pokrótce zdefiniować uwarunkowania i metody wspomagania rozwoju ON w oparciu o kulturoznawstwo. 

 

Krystyna Cuber: Brak dostępu do kultury popularnej czy wysokiej na pewno wpłynął na rozwój osobisty nie tylko osób niepełnosprawnych, ale wszystkich. Nie mogę na to pytanie krótko i jednoznacznie odpowiedzieć. Różnie wygląda ten problem u osób z różną niepełnosprawnością. Jedno, o czym mogę powiedzieć dokładniej (mam niepełnosprawną córkę w takiej sytuacji), to o osobach na co dzień uczęszczających do Świetlic Terapeutycznych, Warsztatów Terapii Zajęciowych czy Środowiskowych Domów Samopomocy. Im bardzo trudno było zrozumieć, dlaczego nagle nie mogą chodzić do swoich placówek, dlaczego nie mogą uściskać się na przywitanie. Terapia w ośrodkach to także zajęcia związane z kulturą i sztuką. Nagle tego zabrakło i z pewnością nie pozostało to bez wpływu na rozwój tych osób.

 

Red. Historypoż: Reprezentuję muzeum pożarnictwa, instytucję kultury która bardzo często gości osoby niepełnosprawne. Ponieważ jestem też przewodnikiem, to również do moich obowiązków należy oprowadzić wszystkich chętnych po halach wystawowych. Jeżeli chodzi o zorganizowane grupy osób niepełnosprawnych, to zauważyłam, że wśród nich jest wiele osób w różnym wieku i  z różnymi problemami począwszy od schorzeń ruchowych po intelektualne. Dysfunkcje i reakcje pobudliwości  u tych osób są tak różne i czasami nieprzewidywalne, że dla mnie jako przewodniczki to nie lada wyzwanie, by móc zrealizować, na tak dużym terenie wystawienniczym, swoje założenia. Dlatego moim głównym zamierzeniem jest, by po pierwsze grupę tę przeprowadzić bezpiecznie po halach, na których znajdują się duże i ciężkie eksponaty, a po drugie dostarczyć im na tyle prostych informacji na temat zgromadzonego dawnego  sprzętu gaśniczego i ratunkowego, by wiedza ta ich nie przytłoczyła. Czy z mojej strony nie jest to zbyt duże uproszczenie? Pytam o to dlatego, ponieważ przyznaję, że zwiedzanie mojego muzeum dawnej techniki pożarniczej, nie należy do łatwego odbioru i to pod względem fizycznym i psychicznym. Na terenie tego muzeum podczas zwiedzania ekspozycji stałej i czasowej trudno jest zrealizować program edukacyjny  dla osób niepełnosprawnych – dzieci i dorosłych na miarę miejsca terapii zajęciowej i w tym również rehabilitacji umysłowej. Typologia tego muzeum nie sprzyja i podejrzewam, że wielu innych również. Jak temu zaradzić i czy to jest konieczne? 

 

Krystyna Cuber: Ma Pani rację, osoby niepełnosprawne często zwiedzają muzea czy zabytki architektoniczne w grupach, często podczas wycieczek. Najczęściej są to grupy integracyjne, czyli osoby z różnymi dysfunkcjami ze swoimi opiekunami. Takie grupy, w których są osoby niepełnosprawne ruchowo, sensorycznie czy intelektualnie, gdzie są i dzieci, i osoby starsze, bardzo dobrze się sprawdzają, gdy zwiedza się parki czy promenady widokowe. Jeśli zaś chodzi o muzea, gdzie grupę prowadzi przewodnik, uważam, że takie mieszane, integracyjne grupy nie są dobre. Jeśli chodzi o osoby z niepełnosprawnością ruchową należy im „po prostu” zlikwidować bariery architektoniczne, umożliwiając dostęp do obiektów i traktować, jak wszystkich innych zwiedzających. Osoby z dysfunkcją słuchu powinny mieć tłumacza języka migowego, sprawdziłyby się też pętle indukcyjne. Osobom niewidomym i słabo widzącym powinno się dokładniej opisywać eksponaty, stworzyć możliwość dotykania specjalnych makiet. Do osób z niepełnosprawnością intelektualną warto się natomiast zwracać  z dużym wyczuciem i empatią.

 

Red. Historypoż: Wspomniała Pani o empatii, a jaki jeszcze  powinien być muzealny przewodnik, by spełnił oczekiwania ON? 

 

Krystyna Cuber: Po prostu normalny! Tak mówić, tak wszystko przedstawiać i opisywać, aby ON w najmniejszym stopniu nie odczuwały, że są traktowane jakoś inaczej.

 

Red. Historypoż: Pani Krystyno, jakie są oczekiwania osób z niepełnosprawnością w stosunku do polskich muzeów jako instytucji kultury? Pani już trochę na ten temat wspomniała w naszej rozmowie.

 

Krystyna Cuber: Oj, duże! Ale jest też świadomość, że nie wszystko da się zrobić od razu. Zawsze jest radość z każdego ułatwienia, z każdej zlikwidowanej bariery. Wśród ON jest duża świadomość, że w obiektach starych, historycznych, często nie można wiele zmienić. Ale od obiektów nowych wymagania są maksymalne. I to jest racjonalne, bo lepiej już na etapie projektowania pomyśleć, aby takie pomieszczenia nie miały barier. Myślę tu o podjazdach, windach, szerokich drzwiach, równej, ale nie śliskiej podłodze, ale także o elektronicznych rozwiązaniach technicznych dla osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi, a tu ciągle przybywa coś nowego.

 

Red. Historypoż: Czy ma Pani jakieś osobiste spostrzeżenia, uwagi dotyczące korzystania z dóbr kultury przez osoby niepełnosprawne?

 

Krystyna Cuber: Odpowiem z punktu widzenia opiekuna osoby niepełnosprawnej. Jestem matką niesamodzielnej, niepełnosprawnej intelektualnie córki, która wymaga całodobowej opieki. Są sytuacje, gdy chcąc zwiedzić jakieś muzeum, zamek czy galerię muszę córkę zabrać ze sobą. Ona z tego zwiedzania nic nie wynosi, męczy się tylko, na dodatek przeszkadza i rozprasza innych. Myślę, że dotyczy to także małych dzieci. Marzy mi się, aby w tych placówkach kultury były miejsca, w którym dziecko, lub osoba taka, jak moja córka, mogłyby pozostać na czas zwiedzania pod opieką innej osoby. Wiem, że jest to bardzo trudne do zrealizowania. Ale można by przynajmniej pomyśleć, aby zwolnić takie „dorosłe dzieci” z zapłaty za bilet.  

 

Red. Historypoż: Pani Krystyno, znamy się od wielu lat. Pamiętam, że poznałyśmy się na początku lat 2000. Uczestniczyłyśmy w szkoleniach z profesjonalizacji III Sektora. Była Pani wówczas prezeską Lędzińskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób Niepełnosprawnych i ich Rodzin. Jak Pani wspomina tamte lata. Czy znała Pani wtedy takie terminy jak wykluczenie kulturowe i fobia społeczna? 

 

Krystyna Cuber: Tak, pamiętam, mile wspominam te lata. Pilnie się uczyłyśmy i myślę, że te szkolenia wywarły duży wpływ na nasze późniejsze działania. Prezesem wspomnianego stowarzyszenia byłam przez dziewięć lat i w tym czasie uzyskało ono status organizacji pożytku publicznego, z czego jestem bardzo dumna. Organizowaliśmy różne zajęcia rehabilitacyjne. Ważne były też imprezy i spotkania integracyjne w licznym gronie całych rodzin z osobami niepełnosprawnymi. Absolutnie nie znałam terminu „wykluczenie kulturowe”, a tym bardziej „fobia społeczna”. Sytuacja pandemiczna wywołuje jednak obecnie różne nieprzyjemne sytuacje lękowe. Często obawiamy się pójść na jakieś spotkanie. Boimy się reakcji innych osób. Nie wiemy, jak się zachować, kiedy reżim sanitarny musi być dokładnie przestrzegany, a kiedy możemy czuć się nieco swobodniej. Istnieje też obawa, aby nie być przyczyną czyjegoś zachorowania, to powoduje, że trudniej jest funkcjonować w społeczeństwie. I niestety, te wymienione przez Panią terminy nie są już dziś takie „egzotyczne”.

 

Red. Historypoż: Pani Krystyno bardzo Pani dziękuję za tę rozmowę. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się w muzeum pożarnictwa w Mysłowicach. Życzymy sobie wielu pomyślnych zmian.

Kłaniam się, 

Danuta Janakiewicz-Oleksy

Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach  

 

PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

25 listopada 2021
  1 października 1935 roku, tuż przed północą o godzinie 23:15 warszawska straż pożarna i policja zostały zaalarmowane: - Muzeum Zoologiczne
21 listopada 2021
Nie był to pierwszy, ani ostatni pożar w historii tego zamku, ale okoliczności jakie do niego doprowadziły dotyczyły różnych dziedzin
20 listopada 2021
20 listopada 1992 roku tuż po jedenastej rano wybuchł pożar na Zamku Windsor dokładnie w kaplicy królewskiej. Akcja gaśnicza trwała

Stop wykluczeniu kulturowemu! Osoba z niepełnosprawnością w muzeum – wywiad Historypoż

21 października 2021

Blog o historii ochrony przeciwpożarowej, s​​​​​​przętu gaśniczego i działalności straży