Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego w jaki sposób zegar odmierza czas, a każda jego godzina jest wpierw przyszłością, każda kolejna minuta jest teraźniejsza, a sekunda bywa już przeszłością. No i tak się dzieje od zawsze.  Wspominając jednak tamten środowy dzień, to tuż przed godziną 19:00 w dzielnicy żydowskiej bruk nadal tętnił swoim życiem, gdy nagle z niewiadomych przyczyn wybuchł pożar w domu niejakiego Kopalda, który tam również prowadził swój sklep z alkoholami i likierami.[2] Prawdopodobnie na zapleczu tegoż sklepu musiało dojść do jakiejś gwałtownej eksplozji, ponieważ według relacji naocznych świadków, którzy podawali później wiadomości redaktorom do prasy o całym tym zdarzeniu, dosłownie w jednej chwili płomienie ukazały serce piekła i w ciągu kilku minut ogień nie spotęgowany bynajmniej wiatrem, przedostał się na pobliskie domy drewniane i murowane.  „NOWOGRÓDEK, 15.5. (P at.)— W miasteczku Iwje [3] wybuchł olbrzymi pożar, o którego rozmiarach świadczy fakt iż łuna widziana była w Nowogródku odległym o 40 kim . Wobec zerwania wszelkich połączeń telefonicznych dalszych szczegółów brak”.[4]

 

W mieście, z prawa i lewa słychać było jeden wielki krzyk. Spalone kable i słupy telegraficzne odcięły miasto od reszty świata. Ludzie w kłębach dymu biegali tam i z powrotem ratując nic innego jak tylko życie, a żar z nieba płynął i jeśli dawać wiarę tamtejszym opisom, to bardzo wymownym okazuje się być poniższy cytat zaczerpnięty z lokalnej prasy:  „(…) gorąco było do tego stopnia, że beczkowóz który wjechał w jedną z ulic momentalnie spłonął wraz z koniem, pozostały tylko żelazne obręcze”. [5]

 

Dzisiaj już chyba nie sposób sobie wyobrazić jaki wówczas mógł panować chaos i smród spalenizny. Należy podkreślić, iż miasto na tamtą chwilę niestety nie posiadało dobrze zorganizowanej ochrony przeciwogniowej [6], nie było również punktów, w których zgromadzonoby odpowiednie narzędzia i sprzęty gaśnicze na wypadek pożaru, co też nasuwa kolejną myśl sugerującą, że społeczność tego miasta nie przechodziła szkoleń z zakresu ochrony i walki przed pożarami w ramach tzw. akcji pospolitego ruszenia. W tej sytuacji brak szybkiego działania ludzi i sprzętu niosło za sobą niewyobrażalne straty.

 

Mając na uwadze dawną urbanistykę miasta i okolicy, ówczesną infrastrukturę i komunikację, to też należy wiedzieć, że zanim zawezwano i z chwilą kiedy zjechały na miejsce katastrofy okoliczne straże pożarne z Lidy i Lipniszek, musiało upłynąć sporo czasu.

 

My też do końca nie jesteśmy wstanie tak naprawdę ocenić tamtej akcji ratowniczo-gaśniczej, ponieważ na tę chwilę nie posiadamy sprawozdań ani innych dokumentów świadczących o wyszkoleniu bojowym tamtejszych strażaków i sprawności technicznej posiadanych przez nich sprzętów gaśniczych, a także panujących w tym dniu warunków w terenie. Na owe warunki miała niewątpliwie wpływ m.in. zabudowa miasta, rodzaj i nawierzchnia dróg dojazdowych, pogoda, rodzaj i przyczyna tzw. ogniska zapalnego, czas który był potrzebny do logistycznego zaplanowania akcji od chwili powiadomienia tj. skompletowania załogi, sprzętu, dojazdu na miejsce i rozlokowania ww. w celu prowadzenia akcji.

 

Najważniejsze działania bojowe podczas pożaru w Iwiu, prowadziły odziały straży pożarnej z Lidy dowodzone przez naczelnika Dworeckiego, które podstawionym przez tamtejsze władze kolejowe wraz ze sprzętem przybyły pociągiem towarowym do miasta dopiero ok. 22:00 w nocy.[7]

 

„Wilno. (Ogień zniszczył miasteczko). Dzienniki wileńskie donoszą, że miasteczko Iwje spłonęło doszczętnie z 250 [8] domostw pozostały tylko zgliszcza. Na ratunek miasteczku pospieszyła straż z Lidy[9], która przybyła specjalnym pociągiem. Pomoc jednak była daremna”.[10]

 

W związku z tym, iż miasto płonęło już od kilku godzin i panował późny wieczór, należało się liczyć z faktem iż działający na miejscu strażacy, którzy na co dzień zapewne nie znali tamtejszego terenu i nie prowadzili na nim akcji ćwiczebnych, nie podejmą próby gaszenia tych obiektów, które już płonęły.

 

Najwłaściwszym zatem działaniem początkowo było, nie prowadzić akcji gaśniczej lecz zabezpieczającej i ratowniczej. Należało odciąć ogień i nie dopuścić by przedostał się on na teren, który jeszcze nie był zagrożony. Straż pożarna z Lidy tak właśnie uczyniła zaczynając swoje działania na ul. Kościelnej.

 

Na skutek pożogi spłonęła w Iwiu m.in. drewniana synagoga, siedziba tzw. sądu pokoju, poczty i policji, a także apteka. Straty wyszacowano na ok. 15 mln. złotych.

„Nad pogorzeliskiem stoi stary jegomość opierając się na krzesełku dziecinnem błędnym wzrokiem patrzy na dymiące gruzy”.[11]

 

W mieście zapanowała bezradność. Ok. 3 tysięcy ludzi pozostało bez dachu nad głową. Dzielnica tatarska stała się ich głównym schronieniem. Po pożarze przez wiele dni, a może i tygodni brakowało leków, odzieży i żywności mimo że dostarczane były te i inne artykuły na bieżąco.

 

Tragiczny opis tego zdarzenia był niestety podobny jak w przypadku setek tysięcy innych miast i wsi tamtego okresu. Pożary w okresach od maja do sierpnia bywały zatem co roku na porządku dziennym. Na wsiach i w prowincjonalnych miasteczkach w dalszym ciągu brakowało zorganizowanych straży i sprzętu. Mimo, że wiele pisano również o przymusowych i dobrowolnych ubezpieczeniach, to i tak większość mieszkańców albo nie było na nie stać, albo sprawę tę bagatelizowało.

 

17 maja 1929 r. magistrat miasta Wilna wyasygnował dla pogorzelców kwotę 5 tysięcy złotych w ramach tzw. pomocy doraźnej.[12] Pogorzelcy otrzymali także wypłatę odszkodowania z PZU[13] oraz pomoc zorganizowaną przez Wydział Bezpieczeństwa województwa nowogródzkiego, magistrat miasta Lidy, Szczuczyna zw. Litewskim lub Nowogródzkim i wielu innych miastach. W kolejnych dniach organizowano również prywatne zbiórki społeczne w postaci żywności, odzieży i pieniędzy. Kwesty na ten cel odbywały się m.in. w kościołach, szkołach i towarzystwach pomocy.

 

Podsumowanie

 

Fotografia - Iwie, woj. nowogrodzkie. Spalony fragment miasta z 15 maja 1929 r. Autor: Muller, zb. Narodowego Archiwum Cyfrowego, syg, 1-U-1719.

 

„Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, w którym Iwje, jak i cała w ogóle nasza prowincja, z mocy ustawy musiało być ubezpieczone, już w kilka dni po pożarze wypłacił pogorzelcom prawie 1.300.000 zł.” Cytat za: Strażak Śląski nr 17/18 z 15 września 1929 r. s. 142. „Tak więc — że wymienimy tylko najważniejsze pożary zbiorowe — w miesiącu maju spaliło się prawie doszczętnie miasteczko Iwje w pow. lidzkim wojew. nowodródzkiego. Ciasnota — wadliwe zabudowanie typowej mieściny z Kresów Wschodnich — łatwopalne pokrycie: staroświeckie gonty dachów — słaba organizacja akcji ratowniczej — poprzedzające pożar kilka dni upałów — wszystko to sprawiło, że Iwje spłonęło zadziwiająco szybko. Z 340 nieruchomości, zawierających 450 budynków mieszkalnych i gospodarczych, w kilka godzin zostały tylko dymiące zgliszcza. Jeszcze zresztą w r. 1923 powiatowy inspektor ubezpieczeń przymusowych, szacując stan zabudowania Iwja, przestrzegł, iż prędzej czy później jest ono skazane na zagładę przez po[1]żar masowy. Jaki ogrom pracy czeka jeszcze Polskę, zanim miasteczka nasze dojdą do jakiej takiej kultury budowlanej”. Cytat za: Tamże.

 

 

Literatura:

 

[1] Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4. (i kolejne).

[2] Dziennik Wileński nr 111 z 16 maja 1929 r. s. 3.

[3] Katolik Polski nr 115 z 19 maja 1929 r. s. 6.

[4] Dziennik Bydgoski nr 150 z 3 lipca 1929 r. s. 4.

[5] Strażak Śląski nr 12/13 z 1 lipca 1929 r. s. 94.

 

 

[1] Ob. miasto na Białorusi. Niegdyś w granicach II RP. Dawna pisownia: Iwje.

[2] Prasa Nowogródzka podaje iż był to dom Kopalda. źródła internetowe informują z kolei iż był to sklep wódczany Żyda o nazwisku Kopald. Niewykluczone iż jakaś część domu służyła za sklep, w którym oprócz artykułów sprzedażowych mogły na jego zapleczu znajdować się zapasy innych materiałów łatwopalnych jak np. nafta, lakiery, oleje itp. Nieuwaga, nieostrożność przy pracy wystarczyła, która spowodowała pożar.

 

3 Cytat za: Dziennik Wileński nr 111 z 16 maja 1929 r. s. 3.

[5] Cytat za: Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4.

[6] Źródła prasowe nie podają czy w Iwiu w 1929 r. istniała statutowa ochotnicza straż pożarna, informują natomiast, że w mieście nie było należytej ochrony przeciwpożarowej. Prawdopodobnie straż w mieście istniała, ale należała czy też była zorganizowana z pracujących w pobliskim majątku i zapewne to o niej pisano, że nie posiadała odpowiednich narzędzi i sprzętów. Por. Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4., w którym pisano: „(…) gdy chodziło o kupno chociażby tylko wozu z rekwizytami, to tak bogate miasteczko jakim było Iwje nie zdobyło się na tysiąc złotych”. To samo źródło wymienia lidzką ochotniczą straż pożarną jako tę główną dowodzącą. Wspomina także o straży z miejscowości Lipniszki.

[7] Straż z Lidy przybyła do Iwia tak późno, ponieważ władze kolejowe wymagały od strażaków wypełnienia dokumentów wyjazdowych. Biurokratyzacja opóźniła tym samym wyjazd. Epizod ten poddano krytyce.

[8] Spłonęło dwa razy więcej domostw (450), por. Dziennik Bydgoski nr 150 z 3 lipca 1929 r. s. 4. Por. również Strażak Śląski nr 12/13 z 1 lipca 1929 r. s. 94.

 

7 Cytat za: Katolik Polski nr 115 z 19 maja 1929 r. s. 6.

8 Cytat za: Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4.

9 Dziennik Wileński nr 113 z 18 maja 1929 r. s. 2.

10. Tamże

11 Zycie Nowogródzkie (...). s. 4.

12 Dziennik Wileński nr 113 z 18 maja 1929 r. s. 2.

[13] Wypłata dotyczyła jedynie ubezpieczonych.

 

PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

20 maja 2022
Świadectwem przeszłości są nasze wspomnienia, fotografie, dokumenty oraz wszystko to, co rozumiemy dziś jako dziedzictwo kultury i architektury. Od kilku
17 maja 2022
„W ubiegłym tygodniu znaleziono na polach mogilskich trupa kobiety. Śledztwo policyjne wykazało, że zabitą była niejaka Leontyna Rattnerowa, zaś mordercą
14 maja 2022
Drodzy Czytelnicy Historypoż, Eksponat Poż w epidemii, to tytuł blogowej wystawy. Jest to pierwsza tego typu prezentacja w wirtualnej rzeczywistości,

HISTORYPOŻ & MUZEOPOŻ

HISTORYPOŻ & MUZEOPOŻ

Pożar Iwia 

 

Najważniejsze drogi tego miasteczka prowadziły do Mińska, Lidy i Nowogródka. Zewsząd słychać było uliczny gwar, który prowadził do centrum targowiska wielonarodowościowej społeczności Żydów, Polaków, Białorusinów i Tatarów utrzymujących się z roli, rzemiosła oraz handlu bydłem i końmi. 

 

W środę 15 maja 1929 r. zapowiadał się bardzo długi dzień targowy, który dla ówcześnie żyjących przez wiele następnych lat stał się krzywdą, o której chcieli zapomnieć. W tym dniu imieniny obchodził m.in. Izydor, a dawniej w myśl ludowych przysłów zwykle mówiono, że: „Na świętego Izydora często bywa chłodna pora”.

 

Danuta Janakiewicz-Oleksy

Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach

 

 

W Iwiu [1], jakby na przekór tej ludowej mądrości, od kilku dni doskwierały upały niczym w lecie potęgując ogólno psycho-fizyczne zmęczenie i suszę. Wielu pewnie mieszkańców myślało wtenczas o zbawiennym deszczu i możliwości odpoczynku po trudach ciężkiej pracy. Obmyć ręce i skronie od potu. Oczyścić umysł od tych codziennych problemów, a może i nawet ucieszyć się z czyichś narodzinach. To przecież takie ludzkie, snuć refleksje i mieć plany na kolejne pospolite dni.
 

 

 

 
17 kwietnia 2021

AKTUALNOŚCI

 

 

Dom straży pożarnej, gdzie odbywa się rozdanie jałmużny w postaci rzeczy i amatorskie przedstawienia w wiosce aleksandrowskiej". (Opis polskiego etnografa Bronisława Piłsudskiego sporządzony w języku rosyjskim). Miasto: Aleksandrowsk Sachaliński, Sachalin. Kraj: Rosja. Domena publiczna: http://pauart.pl/app/artwork?id=BZS_RKPS_2799_k_4_c

Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie. Numer inwentarza: BZS.RKPS.2799.k.4/c.

 

 


 

Copyright 2021. HISTORYPOŻ&MUZEOPOŻ. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

 

Blog o historii ochrony przeciwpożarowej, s​​​​​​przętu gaśniczego i działalności straży


 

O PORTALU

NA SKRÓTY

Platforma edukacji w zakresie ochrony ruchomych zabytków techniki pożarniczej i opieki nad tymi zabytkami.

historia ochrony przeciwpożarowej
historia straży pożarnej
dawny sprzęt techniki pożarniczej