Mając na uwadze dawną urbanistykę miasta i okolicy, ówczesną infrastrukturę i komunikację, to też należy wiedzieć, że zanim zawezwano i z chwilą kiedy zjechały na miejsce katastrofy okoliczne straże pożarne z Lidy i Lipniszek, musiało upłynąć sporo czasu.

 

My też do końca nie jesteśmy wstanie tak naprawdę ocenić tamtej akcji ratowniczo-gaśniczej, ponieważ na tę chwilę nie posiadamy sprawozdań ani innych dokumentów świadczących o wyszkoleniu bojowym tamtejszych strażaków i sprawności technicznej posiadanych przez nich sprzętów gaśniczych, a także panujących w tym dniu warunków w terenie. Na owe warunki miała niewątpliwie wpływ m.in. zabudowa miasta, rodzaj i nawierzchnia dróg dojazdowych, pogoda, rodzaj i przyczyna tzw. ogniska zapalnego, czas który był potrzebny do logistycznego zaplanowania akcji od chwili powiadomienia tj. skompletowania załogi, sprzętu, dojazdu na miejsce i rozlokowania ww. w celu prowadzenia akcji.

 

Najważniejsze działania bojowe podczas pożaru w Iwiu, prowadziły odziały straży pożarnej z Lidy dowodzone przez naczelnika Dworeckiego, które podstawionym przez tamtejsze władze kolejowe wraz ze sprzętem przybyły pociągiem towarowym do miasta dopiero ok. 22:00 w nocy.[7]

 

„Wilno. (Ogień zniszczył miasteczko). Dzienniki wileńskie donoszą, że miasteczko Iwje spłonęło doszczętnie z 250 [8] domostw pozostały tylko zgliszcza. Na ratunek miasteczku pospieszyła straż z Lidy[9], która przybyła specjalnym pociągiem. Pomoc jednak była daremna”.[10]

 

W związku z tym, iż miasto płonęło już od kilku godzin i panował późny wieczór, należało się liczyć z faktem iż działający na miejscu strażacy, którzy na co dzień zapewne nie znali tamtejszego terenu i nie prowadzili na nim akcji ćwiczebnych, nie podejmą próby gaszenia tych obiektów, które już płonęły.

 

Najwłaściwszym zatem działaniem początkowo było, nie prowadzić akcji gaśniczej lecz zabezpieczającej i ratowniczej. Należało odciąć ogień i nie dopuścić by przedostał się on na teren, który jeszcze nie był zagrożony. Straż pożarna z Lidy tak właśnie uczyniła zaczynając swoje działania na ul. Kościelnej.

 

Na skutek pożogi spłonęła w Iwiu m.in. drewniana synagoga, siedziba tzw. sądu pokoju, poczty i policji, a także apteka. Straty wyszacowano na ok. 15 mln. złotych.

„Nad pogorzeliskiem stoi stary jegomość opierając się na krzesełku dziecinnem błędnym wzrokiem patrzy na dymiące gruzy”.[11]

 

W mieście zapanowała bezradność. Ok. 3 tysięcy ludzi pozostało bez dachu nad głową. Dzielnica tatarska stała się ich głównym schronieniem. Po pożarze przez wiele dni, a może i tygodni brakowało leków, odzieży i żywności mimo że dostarczane były te i inne artykuły na bieżąco.

 

Tragiczny opis tego zdarzenia był niestety podobny jak w przypadku setek tysięcy innych miast i wsi tamtego okresu. Pożary w okresach od maja do sierpnia bywały zatem co roku na porządku dziennym. Na wsiach i w prowincjonalnych miasteczkach w dalszym ciągu brakowało zorganizowanych straży i sprzętu. Mimo, że wiele pisano również o przymusowych i dobrowolnych ubezpieczeniach, to i tak większość mieszkańców albo nie było na nie stać, albo sprawę tę bagatelizowało.

 

17 maja 1929 r. magistrat miasta Wilna wyasygnował dla pogorzelców kwotę 5 tysięcy złotych w ramach tzw. pomocy doraźnej.[12] Pogorzelcy otrzymali także wypłatę odszkodowania z PZU[13] oraz pomoc zorganizowaną przez Wydział Bezpieczeństwa województwa nowogródzkiego, magistrat miasta Lidy, Szczuczyna zw. Litewskim lub Nowogródzkim i wielu innych miastach. W kolejnych dniach organizowano również prywatne zbiórki społeczne w postaci żywności, odzieży i pieniędzy. Kwesty na ten cel odbywały się m.in. w kościołach, szkołach i towarzystwach pomocy.

 

 

Literatura:

[1] Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4. (i kolejne).

[2] Dziennik Wileński nr 111 z 16 maja 1929 r. s. 3.

[3] Katolik Polski nr 115 z 19 maja 1929 r. s. 6.

[4] Dziennik Bydgoski nr 150 z 3 lipca 1929 r. s. 4.

[5] Strażak Śląski nr 12/13 z 1 lipca 1929 r. s. 94.

 

 

[1] Ob. miasto na Białorusi. Niegdyś w granicach II RP. Dawna pisownia: Iwje.

[2] Prasa Nowogródzka podaje iż był to dom Kopalda. źródła internetowe informują z kolei iż był to sklep wódczany Żyda o nazwisku Kopald. Niewykluczone iż jakaś część domu służyła za sklep, w którym oprócz artykułów sprzedażowych mogły na jego zapleczu znajdować się zapasy innych materiałów łatwopalnych jak np. nafta, lakiery, oleje itp. Nieuwaga, nieostrożność przy pracy wystarczyła, która spowodowała pożar.

 

3 Cytat za: Dziennik Wileński nr 111 z 16 maja 1929 r. s. 3.

[5] Cytat za: Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4.

[6] Źródła prasowe nie podają czy w Iwiu w 1929 r. istniała statutowa ochotnicza straż pożarna, informują natomiast, że w mieście nie było należytej ochrony przeciwpożarowej. Prawdopodobnie straż w mieście istniała, ale należała czy też była zorganizowana z pracujących w pobliskim majątku i zapewne to o niej pisano, że nie posiadała odpowiednich narzędzi i sprzętów. Por. Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4., w którym pisano: „(…) gdy chodziło o kupno chociażby tylko wozu z rekwizytami, to tak bogate miasteczko jakim było Iwje nie zdobyło się na tysiąc złotych”. To samo źródło wymienia lidzką ochotniczą straż pożarną jako tę główną dowodzącą. Wspomina także o straży z miejscowości Lipniszki.

[7] Straż z Lidy przybyła do Iwia tak późno, ponieważ władze kolejowe wymagały od strażaków wypełnienia dokumentów wyjazdowych. Biurokratyzacja opóźniła tym samym wyjazd. Epizod ten poddano krytyce.

[8] Spłonęło dwa razy więcej domostw (450), por. Dziennik Bydgoski nr 150 z 3 lipca 1929 r. s. 4. Por. również Strażak Śląski nr 12/13 z 1 lipca 1929 r. s. 94.

 

7 Cytat za: Katolik Polski nr 115 z 19 maja 1929 r. s. 6.

8 Cytat za: Życie Nowogródzkie nr 134 z 17 maja 1929 r. s. 4.

9 Dziennik Wileński nr 113 z 18 maja 1929 r. s. 2.

10. Tamże

11 Zycie Nowogródzkie (...). s. 4.

12 Dziennik Wileński nr 113 z 18 maja 1929 r. s. 2.

[13] Wypłata dotyczyła jedynie ubezpieczonych.

 

PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

19 października 2021
„Ważnym czynnikiem bezpieczeństwa przeciwpożarowego jest czystość i porządek w obejściach gospodarczych. Należy usunąć z obrębu zabudowań sterty ze słomą i
18 października 2021
  „Sport jest kultem umyślnym i stałym w intensywnych ćwiczeniach fizycznych opartych o dążenie do postępu i mogących posuwać się aż
15 października 2021
„Nieporządek na podwórzu, gromadzenie chrustu z drewna oraz innych materiałów palnych jak również sprzętu gospodarczego w wielu wypadkach może powiększyć

HISTORYPOŻ & MUZEOPOŻ

HISTORYPOŻ & MUZEOPOŻ

Pożar Iwia 

 

Najważniejsze drogi tego miasteczka prowadziły do Mińska, Lidy i Nowogródka. Zewsząd słychać było uliczny gwar, który prowadził do centrum targowiska wielonarodowościowej społeczności Żydów, Polaków, Białorusinów i Tatarów utrzymujących się z roli, rzemiosła oraz handlu bydłem i końmi. 

 

W środę 15 maja 1929 r. zapowiadał się bardzo długi dzień targowy, który dla ówcześnie żyjących przez wiele następnych lat stał się krzywdą, o której chcieli zapomnieć. W tym dniu imieniny obchodził m.in. Izydor, a dawniej w myśl ludowych przysłów zwykle mówiono, że: „Na świętego Izydora często bywa chłodna pora”.

 

Danuta Janakiewicz-Oleksy

Centralne Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach

 

 

W Iwiu [1], jakby na przekór tej ludowej mądrości, od kilku dni doskwierały upały niczym w lecie potęgując ogólno psycho-fizyczne zmęczenie i suszę. Wielu pewnie mieszkańców myślało wtenczas o zbawiennym deszczu i możliwości odpoczynku po trudach ciężkiej pracy. Obmyć ręce i skronie od potu. Oczyścić umysł od tych codziennych problemów, a może i nawet ucieszyć się z czyichś narodzinach. To przecież takie ludzkie, snuć refleksje i mieć plany na kolejne pospolite dni.


Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego w jaki sposób zegar odmierza czas, a każda jego godzina jest wpierw przyszłością, każda kolejna minuta jest teraźniejsza, a sekunda bywa już przeszłością. No i tak się dzieje od zawsze. 

 

Wspominając jednak tamten środowy dzień, to tuż przed godziną 19:00 w dzielnicy żydowskiej bruk nadal tętnił swoim życiem, gdy nagle z niewiadomych przyczyn wybuchł pożar w domu niejakiego Kopalda, który tam również prowadził swój sklep z alkoholami i likierami.[2] Prawdopodobnie na zapleczu tegoż sklepu musiało dojść do jakiejś gwałtownej eksplozji, ponieważ według relacji naocznych świadków, którzy podawali później wiadomości redaktorom do prasy o całym tym zdarzeniu, dosłownie w jednej chwili płomienie ukazały serce piekła i w ciągu kilku minut ogień nie spotęgowany bynajmniej wiatrem, przedostał się na pobliskie domy drewniane i murowane.

 

„NOWOGRÓDEK, 15.5. (P at.)— W miasteczku Iwje [3] wybuchł olbrzymi pożar, o którego rozmiarach świadczy fakt iż łuna widziana była w Nowogródku odległym o 40 kim . Wobec zerwania wszelkich połączeń telefonicznych dalszych szczegółów brak”.[4]

 

W mieście, z prawa i lewa słychać było jeden wielki krzyk. Spalone kable i słupy telegraficzne odcięły miasto od reszty świata. Ludzie w kłębach dymu biegali tam i z powrotem ratując nic innego jak tylko życie, a żar z nieba płynął i jeśli dawać wiarę tamtejszym opisom, to bardzo wymownym okazuje się być poniższy cytat zaczerpnięty z lokalnej prasy:

 

„(…) gorąco było do tego stopnia, że beczkowóz który wjechał w jedną z ulic momentalnie spłonął wraz z koniem, pozostały tylko żelazne obręcze”. [5]

 

Dzisiaj już chyba nie sposób sobie wyobrazić jaki wówczas mógł panować chaos i smród spalenizny. Należy podkreślić, iż miasto na tamtą chwilę niestety nie posiadało dobrze zorganizowanej ochrony przeciwogniowej [6], nie było również punktów, w których zgromadzonoby odpowiednie narzędzia i sprzęty gaśnicze na wypadek pożaru, co też nasuwa kolejną myśl sugerującą, że społeczność tego miasta nie przechodziła szkoleń z zakresu ochrony i walki przed pożarami w ramach tzw. akcji pospolitego ruszenia. W tej sytuacji brak szybkiego działania ludzi i sprzętu niosło za sobą niewyobrażalne straty.

 

 
17 kwietnia 2021

AKTUALNOŚCI

Iwie, woj. nowogrodzkie. Spalony fragment miasta z 15 maja 1929 r. Autor: Muller, zb. Narodowego Archiwum Cyfrowego, syg, 1-U-1719.

„Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych, w którym Iwje, jak i cała w ogóle nasza prowincja, z mocy ustawy musiało być ubezpieczone, już w kilka dni po pożarze wypłacił pogorzelcom prawie 1.300.000 zł.” Cytat za: Strażak Śląski nr 17/18 z 15 września 1929 r. s. 142.

„Tak więc — że wymienimy tylko najważniejsze pożary zbiorowe — w miesiącu maju spaliło się prawie doszczętnie miasteczko Iwje w pow. lidzkim wojew. nowodródzkiego. Ciasnota — wadliwe zabudowanie typowej mieściny z Kresów Wschodnich — łatwopalne pokrycie: staroświeckie gonty dachów — słaba organizacja akcji ratowniczej — poprzedzające pożar kilka dni upałów — wszystko to sprawiło, że Iwje spłonęło zadziwiająco szybko. Z 340 nieruchomości, zawierających 450 budynków mieszkalnych i gospodarczych, w kilka godzin zostały tylko dymiące zgliszcza. Jeszcze zresztą w r. 1923 powiatowy inspektor ubezpieczeń przymusowych, szacując stan zabudowania Iwja, przestrzegł, iż prędzej czy później jest ono skazane na zagładę przez po[1]żar masowy. Jaki ogrom pracy czeka jeszcze Polskę, zanim miasteczka nasze dojdą do jakiej takiej kultury budowlanej”. Cytat za: Tamże.

 

Dom straży pożarnej, gdzie odbywa się rozdanie jałmużny w postaci rzeczy i amatorskie przedstawienia w wiosce aleksandrowskiej". (Opis polskiego etnografa Bronisława Piłsudskiego sporządzony w języku rosyjskim). Miasto: Aleksandrowsk Sachaliński, Sachalin. Kraj: Rosja. Domena publiczna: http://pauart.pl/app/artwork?id=BZS_RKPS_2799_k_4_c

Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie. Numer inwentarza: BZS.RKPS.2799.k.4/c.

 

 


 

Copyright 2021. HISTORYPOŻ&MUZEOPOŻ. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

 

Blog o historii ochrony przeciwpożarowej, s​​​​​​przętu gaśniczego i działalności straży