Copyright 2021. HISTORYPOŻ&MUZEOPOŻ. Wszelkie prawa zastrzeżone. 

 

Drodzy czytelnicy Historypoż,

zapraszam Was do świata muzealnej fotografii, na którą będziemy nie tylko patrzeć, ale spróbujemy sobie ją opisać, nazwać i spojrzeć na nią oczami muzealnika. Mam nadzieję, że z rozmowy z którą miałam przyjemność przeprowadzić dowiecie się m.in. tego jak, gdzie – w jakich sytuacjach lub dziedzinach nauki można tę fotografię wykorzystać?

 

Na te i wiele pytań odpowie naszym czytelnikom Pan Andrzej Delijewski - absolwent Wyższego Studium Fotografii w Jeleniej Górze, oraz wydziału artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego. Związany od trzydziestu lat z fotografią. Wieloletni ekspert kryminalistyki z zakresu fotografii i systemów CCTV w Laboratorium Kryminalistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Z zamiłowania, a także z zawodowej konieczności zajmuje się zabytkowymi technikami fotograficznymi i historią sztuki. Biegły sądowy z zakresu fotografii. Absolwent studiów podyplomowych z historii sztuki Uniwersytetu Śląskiego.

 

Red. Historypoż: Jeden z moich pierwszych artykułów na temat muzealiów pożarniczych, który miałam przyjemność opublikować w Przeglądzie Pożarniczym dotyczył strażackiej fotografii. Napisałam w nim, że w Centralnym Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach, kolekcja pojedynczych zarejestrowanych obrazów liczy ponad 2 tysiące wizerunków wykonanych w technice tradycyjnej i w wielu różnych ujęciach. Zdjęcia ze zbiorów muzeum, datowane od XIX wieku po czasy nam bardziej współczesne są mi bardzo bliskie ponieważ z nich jako dokumentów wizualnych potrafię dowiedzieć się jak wyglądały i jakim sprzętem dysponowały dawne straże ogniowe. Świadomość zdobycia tej wiedzy niewątpliwie też pomaga mi przy dokumentacji i identyfikacji muzealiów i zabytków techniki pożarniczej. Myślę, że są również bardzo ważnym dokumentem dowodowym dla tych wszystkich, którzy piszą i popularyzują wiedzę z zakresu ochrony przeciwpożarowej, działalności straży pożarnych i działania sprzętu. Panie Andrzeju w jaki jeszcze inny sposób, ja jako muzealnik mogę i powinnam zbiór ten wykorzystać lub na co zwrócić uwagę dokumentując go?

 

Andrzej Delijewski: Podstawowym walorem niemal każdej fotografii jest wartość dokumentacyjna, podobnie jak ze słowem pisanym – inskrypcją. Przy czym obraz fotograficzny ma tę zaletę, że jest obiektywny poza drobnymi wyjątkami np. fotomontaż. Fotografia jako informacja, jako medium prawdy, synonim prawdy i wreszcie, jak zauważyła Pani na wstępie jako kapsuła czasu. Oglądając stare fotografie (niekoniecznie stare) dotykamy przeszłości, stajemy się mimowolnymi uczestnikami, lub przynajmniej świadkami zamrożonego na ułamek sekundy wydarzenia. Mechaniczna rejestracja obrazu ma tę cechę, że beznamiętnie utrwala rzeczywistość i wielokrotne oglądanie tego samego obrazu może dostarczyć dalszych informacji, które wcześniej nam umknęły z różnych powodów, np. pierwszego wrażenia, fascynacji. Konkluzja jest jedna, wielokrotny ogląd obrazu fotograficznego, który wydaje się nam już znany może doprowadzić do przysłowiowego odkrycia - nowych detali.

 

Ażeby nie być gołosłowny posłużę się przykładem tak bliskiej fotografii sztuki filmowej, dokładnie filmu Antonionego Powiększenie z 1966 roku, traktującym właśnie o fotografii i fotografie. Przypadkowo sfotografowana para w londyńskim parku i park, który skrywał tajemnice i ujawnia ją na powiększeniu, czyli detal o którym mówiliśmy wcześniej. Film polecam, warty obejrzenia.

 

Red. Historypoż: Do jakiej kategorii lub dziedziny zaliczyłby Pan zbiór fotografii strażackiej? Pytam, ponieważ kiedy mam je przed sobą, to mam wrażenie, że tworzą socjologiczny obraz lub scenariusz historii dokumentu jednego społeczeństwa, kultury i świadomości. Różne ujęcia, niekiedy bliżej nieokreślone miejsca i czas wykonania, a jednocześnie jeden wspólny szyk w kompozycji, tła i zdarzenia. Strażacy najczęściej fotografowali się zbiorowo w pełnym umundurowaniu na tle swoich remiz, wspinalni lub innych obiektów, podczas uroczystości jubileuszowych, świąt państwowych, kościelnych, ćwiczeń, szkoleń i akcji gaśniczej.

 

Andrzej Delijewski: Przypisanie fotografii strażackiej do jakiejś konkretnej kategorii jest bardzo proste, to fotografia dokumentalna, w estetyce portretu zbiorowego zaświadczającego o obecności uczestników w ważnym dla nich wydarzeniu i nie jest to wyłączna domena tzw. fotografii strażackiej. Owszem ten rodzaj portretu zbiorowego świadczy o socjologicznej i kulturowej jedności, jest on uprawiany niemal jak rytuał w każdych niemal okolicznościach, spotkaniach ,weselach. Często określany kolokwialnie jako zdjęcie grupowe. Niejednokrotnie z atrybutami, jak ma to miejsce u strażaków. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż niektóre z zbiorowych przedstawień fotografii strażackiej noszą pewne cechy inscenizacji, jakby ktoś w tym przypadku fotografujący lub dowódca wydarzenia, poustawiał celowo w pewnych miejscach umundurowane postacie.

 

Red. Historypoż: Czy fotografia w zbiorach muzeum różni się od tej z rodzinnego albumu?

 

Andrzej Delijewski: Pytanie ma charakter otwarty. Czym innym będzie fotografia kolekcjonerska -artystyczna, dzieło sztuki fotograficznej, np. Niebieska flasza lwowskiego fotografa Henryka Mikolascha, a czym innym martwa natura na urodzinach – zrób zdjęcia temu tortu bo taki łady. W istocie w portretach zbiorowych, bo to one są tematem do rozważań, istotnych różnic nie ma, czy ze zbiorów muzealnych, czy z rodzinnego albumu. Myślę, że jedyna różnica polega na zapamiętaniu. Muzealna fotografia to obiekt opisany, skatalogowany, nazwany, lecz zdarza się w opisie osoba nieznana, grupa nieznana. W albumie rodzinnym następuje przekaz ustny i zapamiętanie osób na fotografiach w sposób emocjonalny, one po prostu nas dotyczą. Najważniejsze jest chyba to, że fotografie i te strażackie bytujące w muzealnych zbiorach pochodzą często z albumów rodzinnych.

 

Red. Historypoż: 16 lipca br. na blogu Historypoż został opublikowany artykuł na temat fotografii w zb. CMP, którą postawiliśmy w stan oskarżenia. Treść artykułu humorystycznie nawiązuje do dylematów jakie pojawiają się niekiedy na etapie dokumentowania muzealnego i zapisów w kartach ewidencji i nauki. Pan jako ekspert kryminalistyczny i biegły sądowy z zakresu fotografii, jaki wydałby osąd na ten temat?

 

Andrzej Delijewski: Myślę, że pogłębiłbym dylematy obu stron sporu. Miejscowość o nazwie Pyskowice występuje także na północy Gliwic, Przyszowice na południu. Kłaniają się w pas badania terenowe i jakieś archiwalia dotyczące poszczególnych miejscowości. Należy także wziąć pod uwagę ewentualny błąd w zapisie Przyszowice (Preiswitz), Pyskowice (Peiswitz), może nie błąd lecz pewne uproszczenie zapisu, jak np. Ligota i Lgota. Sam zapis na fotografii wydaje się być zrobiony pewną ręką i nie jest to biały flamaster, ja bym się skłaniał w kierunku białego-jasnego pigmentu używanego do retuszu fotograficznego. Narzędziem, którym wykonano zapis to z pewnością przycięte piórko, redis, stalówka, czyli coś do kaligrafii.

 

Red. Historypoż: Jak patrzy się, opisuje i identyfikuje fotografie z pozycji Pana profesji?

 

Andrzej Delijewski: „Patrzenie” to następuje z pozycji pytań postawionych w Postanowieniu o powołaniu biegłego z zakresu … i najczęściej istota tego patrzenia to identyfikacja osób, przedmiotów, miejsca. Fotografii jako takiej się nie identyfikuje, chyba że chodzi o jakiś szczególny przypadek część zbioru lub ewentualne błędy obróbki. W zainteresowaniu zleceniodawców jest najczęściej treść samego obrazu, czy ta osoba ze zdjęcia jeden ma cechy osoby ze zdjęcia numer dwa? Najczęściej występuje materiał dowodowy i porównawczy właśnie w postaci zdjęć, różnej proweniencji. Przedmioty to najczęściej samochody, ich cechy i detale , np. sprawy napraw blacharskich, głównie to co utrwalone na przypadkowych niejednokrotnie pamiątkowych fotografiach, czyli jak wyglądał samochód i jego poszycie przed zdarzeniem i jak po. Praca sięga nieraz daleko poza sferę fotografii, a dotyka sfery obiektu na niej utrwalonego. Bardzo przypomina to pracę Pani w oparciu o pozyskane fotografie.

 

Red. Historypoż: Czy w swojej wieloletniej praktyce zawodowej powoływał się Pan na dokumentację muzealną?

 

Andrzej Delijewski: Nie przypominam sobie powoływania na dokumentację muzealną, natomiast istnieje realna współpraca z muzeami w przypadkach kradzieży lub odzyskania dzieł sztuki. Przypominam sobie sprawę z przed kilkudziesięciu lat przemytu różnorodnych ikon. Była wówczas wykonana dokumentacja także i fotograficzna tych obiektów, o ile wiem to znajdują się one z zasobach Muzeum Śląskiego.

 

Red. Historypoż: Zastanawiam się nad muzeami XXI wieku i fotografii cyfrowej. Gdzie będzie granica pomiędzy pojęciami oryginał, a kopia dokumentu cyfrowego? Dla kogo i w jakich sytuacjach będzie to miało znaczenie, a może będzie to nieistotne? Pytam dlatego, ponieważ zdarza się i teraz, że w niektórych przypadkach mamy trudności w rozpoznaniu zdjęcia oryginalnego od np. reprodukcji. Czy to w ogóle ma znaczenie?

 

Andrzej Delijewski: Na przestrzeni wieków zanika coś co należy określić jako szlachetność obrazu i dotyka obrazu malarskiego i obrazu fotograficznego. W tym przypadku przez pojęcie szlachetności należy rozumieć trwałość, długowieczność, unikatowość, podobnie jak to się ma z pierwiastkami szlachetnymi. W malarstwie jako podłoża używano deski , płótna i papieru. (dla pewnego uproszczenia pomińmy malarstwo monumentalne tj. freski i mozaikę). Przez wieki do tworzenia obrazu malarskiego używane są te same pigmenty o znacznej trwałości. Fotografia to głównie podłoże papierowe później plastik i prąd elektryczny do wygenerowania obrazu na ekranie. Można oczywiście z obrazu (zapisu cyfrowego) otrzymać na podłożu fizycznym poprzez różne rodzaje wydruków, odbitkę podobną do srebrowej fotografii i o zbliżonej trwałości, około 150 lat.

 

Fotografia, ta tradycyjna od początku miała postawiony zarzut o multiplikacje, czyli dużo i tanio. Szybko jednak znaleziono rozwiązanie limitowania obrazów, szczególnie jeśli rzecz idzie o fotografie kolekcjonerską, czyli tę, mówiąc kolokwialnie kupowaną za duże pieniądze na rynku sztuki. Sposób limitowania fotografii przyjęto z grafiki warsztatowej, np. opis 1/15, czyli pierwsza fotografia z piętnastu. Tu odpowiadam na postawione wcześnie pytanie o oryginał w fotografii tradycyjne i tej cyfrowej. Wszystkie piętnaście odbitek traktowane są jako oryginał, przy czym 1/15 będzie najdroższy. Obrazki te będą opisane, sygnowane, numerowane itd., wszystko co ponadto będzie uznane jako kopia. Obraz pojedynczy, czyli raz skopiowany na podłożu i nieistotne czy z negatywu tradycyjnego, czy też pliku cyfrowego to oryginał i unikat jednocześnie. Wszystkie te zabiegi mają za zadanie utrzymać tę szlachetność w fotografii i w tej cyfrowej. W przypadku pozyskiwania fotografii przez muzea, mamy do czynienia często z fotografią tradycyjną. Charakterystyczne dla tych fotografii są pewne cechy wynikające z fizycznego użytkowania, czyli przełamania, uszkodzenia emulsji, rozdarcia, ślady kleju, zapisy odręczne. Wymienione cechy mogą świadczyć, o tym że mamy do czynienia z oryginałem. Z pewnością gdzieś funkcjonuje drugi egzemplarz tej samej fotografii, oba traktujemy jak oryginał. W odniesieniu do kopii to dziś powszechnym jest zjawiskiem digitalizacja zbiorów w muzeach na potrzeby propagacji zbiorów i ich archiwizacji. Jeśli wyniknie pilna potrzeba to udostępnię dokładniejsze informacje odnośnie pojęć w materii fotograficznej - oryginał, kopia, reprodukcja.W odniesieniu do „kopiowania”, muzealna digitalizacja to właśnie reprodukcja.

 

Red. Historypoż:Symboliczne motywy patriotyczno–narodowe na strażackich dokumentach ikonograficznych do 1918 roku” To tytuł artykułu naukowego Pana autorstwa opublikowanego w Roczniku Muzealnym Tom XIV (2018-2020) z 2020 r., w której to publikacji zamieściliśmy materiały pokonferencyjne Strażackiej Niepodległej 1918-1920. Proszę opowiedzieć naszym czytelnikom, czym był dla Pana projekt współpracy nad opisem Strażackiej Niepodległej?

 

Andrzej Delijewski: Jak Pani wie, to zostałem do tego zaproszony i trochę wkręcony. Teraz, po czasie stwierdzam, że to była niesamowita wyprawa w przeszłość. Podciągnąłem się z historii, ale nie przypuszczałem że ten oddolny ruch strażacki tworzony przez zwykłych, często anonimowych ludzi ma tak ogromny etos. Nasuwa się refleksja o skromnych postawach programowych w szkolnych ławach z zakresu historii.

 

Red. Historypoż: Panie Andrzeju, bardzo dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że jeszcze wiele wspólnych projektów przed nami. Dziękuję za każdą pomoc udzieloną mi podczas moich studiów podyplomowych z historii sztuki i pracy zawodowej. Jest Pan dla mnie niewątpliwie autorytetem i cieszę się, że mój autorytet bezinteresownie przekazuje mi swoją wiedzę.

Danuta Janakiewicz-Oleksy [CMP].

 

Drodzy czytelnicy Historypoż na zakończenie rozmowy z Panem Andrzejem Delijewskim przeczytajcie proszę opis naszej fotografii strażackiej - muzealnej, która jako tło towarzyszyła nam podczas naszej rozmowy i tego o czym mieliście Państwo okazję przeczytać. Jest to jeden z wielu opisów mniej lub bardziej rozbudowanych przygotowanych przez moją koleżankę Ewę Jaworską z Centralnego Muzeum Pożarnictwa.

 

Zbiór zdjęć w formie tableau; 1896 r., Imperium Rosyjskie (zabór rosyjski). Zdjęcie czarno-białe, przedstawiające członków Straży Ogniowej Kopalni "Ignacy" w Zagórzu. Kompozycja graficzna tableau zawiera: zdjęcia portretowe w medalionach (podpisane pierwszą literą imienia i nazwiskiem). Centralnie umieszczone zdjęcia strażaków: z sikawką konną na podwoziu czterokołowym; z taborem na podwoziu kołowym i z drabinami; zdjęcie kompleksu budynków kopalnianych. Ponadto symbole graficzne wzbogacone o wieńce lauru i inne motywy roślinne. W tle rysunki przedstawiające strażaków podczas gaszenia pożarów. U podstawy namalowane insygnia strażackie: hełm, skrzyżowany bosak z toporem, beczka i wąż strażacki oraz flaga z datą „1896”. Na wężu napis: „Straż Ogniowa Kopalni „Ignacy” w Zagórzu. 1896. R.”. Na ujęciu w pierwszym rzędzie od lewej: S. Sznicer, K. Knapik, W. Kaczkowski, J. Broda, J. Kasprzyk, komendant (-) nazwisko nieczytelne, P. Langier, A. A. Ambroży, A. Jagiełło, T. Hauzer, A. Świtalski. W drugim rzędzie od lewej: S. Wędzicha, W. Hynek, S. Łysakowski, P. Pieniążek, I. Witkowski, B. Jagodziński, S. Pólczykiewicz, A. Nielepiec, P. Paduch, K. Jabłoński, W. Kapelan. W trzecim rzędzie od lewej: T. Malik, W. Terka, F. Ziołek, J. Grzeliński. W czwartym rzędzie od lewej: A. Grudzień, W. Dziębór, S. Kosno, M. Bania, J. Kucharski, L. Zaburda, A. Kapelan, J. Krupa, J. Błaszczyk, J. Hennig, M. Radosz, W. Wyszyński, F. Malocha.

Kompozycja i Rysunek : Bronisław Popławski Foto: Zakład Fotograficzny A. Brodecki w Sosnowcu.

Uwagi o twórcy: Bronisław Popławski polski malarz, ojciec Stanisława Popławskiego.

Uwagi o obiekcie: fotografia oprawiona w drewnianą ramę za szkłem. Dzieło zwymiarowane, skatalogowane i zinwentaryzowane.

 

 

PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

19 października 2021
„Ważnym czynnikiem bezpieczeństwa przeciwpożarowego jest czystość i porządek w obejściach gospodarczych. Należy usunąć z obrębu zabudowań sterty ze słomą i
18 października 2021
  „Sport jest kultem umyślnym i stałym w intensywnych ćwiczeniach fizycznych opartych o dążenie do postępu i mogących posuwać się aż
15 października 2021
„Nieporządek na podwórzu, gromadzenie chrustu z drewna oraz innych materiałów palnych jak również sprzętu gospodarczego w wielu wypadkach może powiększyć

Fotografia muzealna inna niż z rodzinnego albumu czy taka sama? Rzecz o wartościowaniu. Wywiad Historypoż

14 września 2021

Blog o historii ochrony przeciwpożarowej, s​​​​​​przętu gaśniczego i działalności straży